Boruszyński wirus ma się doskonale

To, co towarzyszyło nam podczas czterech dni 5. Pleneru w Boruszynie, opuściło zapewne niektórych już następnego dnia po wydostaniu się z tej zapowietrzonej wsi w Wielkopolsce. Są jednak i tacy, którym otrzymana dawka wirusa wystarczyła na dłużej.

Wszystkim, którzy przyjechali i spędzili z nami czas, a szczególnie tym, których boruszyński wirus nie opuści już nigdy – dziękuję z całego serca za nie podejmowanie prób pozbycia się go oraz za przekazywanie go dalej. Do zobaczenia za rok.

Od wielu osób słyszałem, że nie byłoby tej imprezy beze mnie. Jest to prawdą jedynie przy jednoczesnym uświadomieniu sobie, że nie byłoby Pleneru Podróżniczego im. Kazimierza Nowaka bez Was – Plenerowiczów.

Nie jestem w stanie krótko i precyzyjnie wysłowić uczucia jakie kieruję do Was wszystkich, ale pozwalając sobie w tym miejscu na prywatę, chciałbym poniżej wyrazić podziękowania kilku osobom.

Dziękuję Piratom z Szamoni za nieskrępowaną i bezpośrednio okazywaną radość z bytności w Boruszynie. Danielowi dziękuję za doskonały pomysł stworzenia hymnu Pleneru, który nie dość, że zaczął skutecznie realizować, to jeszcze obiecał rozwijać (przy okazji: zeszyt z tekstem ocalał po sobotnim ognisku, czekamy na muzykę – pamiętajmy od teraz, że dodatkowym motywem przewodnim kolejnego Pleneru Podróżniczego im. Kazimierza Nowaka będzie muzyka z całego świata). Majce i Maćkowi dziękuję za ciągłe wykorzystywanie uśmiechu w utwierdzaniu wszystkich wkoło, że należy się cieszyć każdą chwilą, ze szczególnym uwzględnieniem tych spędzonych w Boruszynie. Celinie i Piotrowi dziękuję za krakersy – zainicjowaliście ciekawy trend, który z całą pewnością będzie powielany w kolejnych Wiejskich Grach Terenowych. Witkowi dziękuję za szczęście jakim emanował demonstrując jedną z pierwszych samodzielnych przejażdżek rowerem. Celinie indywidualnie kłaniam się w pół za tegoroczne Afrowery, które nie zostałyby wręczone Mateuszowi (i Dominikowi) gdybym od początku przygotowań nie doświadczał koncepcyjnej i motywacyjnej pomocy od Piotra. Mateuszowi dziękuję za styl, spokój i zaufanie. Jego rodzinę podziwiam i stawiam sobie za wzór do naśladowania. Dominikowi nie mniej niż Mateuszowi gratuluję doskonałej roboty i efektu jaki osiągnęliście podczas prezentacji – mam nadzieję, że to nie było Wasze ostatnie słowo podczas Pleneru! Jakubowi i Kubie składam podziękowania łączne za dostojeństwo i szlachetność jakie sobą reprezentowali podczas Pleneru. Dodatkowo Jakubowi dziękuję za sobotni żur, a Kubie za poświęcenie w Barze Boruszyn. Nie wolno mi również zapomnieć o wyrażeniu bezgranicznej wdzięczności za zorganizowanie i poprowadzenie warsztatów fotograficznych. Kasi dziękuję za bliżej nieokreśloną jeszcze ilość zdjęć obrazujących przebieg imprezy od piątku do poniedziałku, a także za pomoc w podejmowaniu najtrudniejszych decyzji organizacyjnych. Wspólnie z Robertem, bez którego organizacja Pleneru byłaby bez sensu, byliście nie do zastąpienia!

Kazikowi składam podziękowania za wykonanie dwóch telefonów, którymi sprawił mi dodatkowe niespodzianki. Jedną z nich był przyjazd Agnieszki, z którą nie zdążyłem porządnie pogadać podczas poprzedniego pleneru. Teraz też nie zdążyłem, obiecuję poprawę mając nadzieję na wspólne działania w przyszłości. Asi dziękuję, w imieniu pacjentów, za zajęcie się nogami Kasi i Michała (choć do Michała pomoc ostatecznie nie dotarła) oraz za bezpieczeństwo techniczne jakie zapewnia swą obecnością od pierwszego Pleneru w 2012 roku. Latającym nad trawą boruszyńskiego boiska jaskółkom dziękuję za drastyczne ograniczenie ilości insektów. Zuzi i Uli dziękuję za prezent dla Tymka (klocek się jeszcze zmieści), a także za świetnie przygotowaną prezentację Rowerowego Domu Kultury, animacje dla dzieci, serdeczność i nieustającą chęć emisji dobra . Zuzi dziękuję za ogarnięcie namiotów (pozdrowienia dla brata i jego dziewczyny) – żadnego z nich byśmy nie rozstawili bez przychylności poznańskiego sklepu Woda Góry Las!

Monice i Michałowi za rozgrzewanie i zagrzewanie, za pomoc przed, w trakcie i po imprezie. Monice szczególnie za przygody drogi powrotnej – niech wspomnę tylko o odpalaniu terenówki z pychu w Gnieźnie. Cieszę się, że Zielona Strona mocy potwierdziła swą wartość społeczną. Tak po prostu, od serca. Jesteście najlepsi.

Marzenie i Jankowi jestem wdzięczny za podjęcie i rozwijanie tematu motywacji podróżnych, za zaangażowanie i pełną pomysłów współpracę, za sumienność oraz gotowość podjęcia kolejnych wyzwań.

Roszkowi dziękuję, że ma wspaniałych rodziców – Olgo kłaniam się uniżenie za dyskusje i wyprowadzanie z błędów, a także za trzymającą we wzruszającym napięciu prezentację projektu Czuj Czuj. Grześkowi dziękuję za nadzieję jaką we mnie podtrzymałeś w kwestii przyszłorocznych występów Waszego zespołu muzycznego.

Połajewskiemu wójtowi dziękuję za przyjęcie zakładu dotyczącego ilości gości w przyszłym roku. Sołtysowi za zorganizowanie ekstra noclegów oraz noclegów ekstra, a także za obrastającą w legendy umiejętność rozwiązywania wszelkich problemów. Pani dyrektor szkoły boruszyńskiej jestem wdzięczny na udostępnienie nie tylko wnętrza szkoły im. Kornela Makuszyńskiego, ale również drukarki i kartridżów do niej. Panią Marię najserdeczniej pozdrawiam z wdzięczności za poświęcony Plenerowi czas i energię, pomimo poważnych i emocjonalnie osobistych rodzinnych wydarzeń.

Tolikowi dziękuję za Marysię, a Marysi za „Komiks z podróży” oraz przyszłoroczną grafikę plenerową. Jej też muszę podziękować za Zdzicha, a Zdzichowi za nie mającą konkurencji otwartość i szczerość, którą charakteryzują się wszyscy Ślązacy. Monice, podobnie jak wcześniej Witkowi, dziękuję za szczęście jakim emanowała po opanowaniu sztuki samodzielnego przemieszczania się, tym razem szczudłami. Grześkowi dziękuję za profesjonalizm i 100 wulkanów. Jagoda wzruszyła mnie powrotem do Boruszyna mimo niewątpliwego braku czasu, za co bardzo jestem jej wdzięczny, a czego nie udało mi się należycie okazać. Dorocie dziękuję, że ma swoje zdanie. Krzyśkowi, że potrafił się odnaleźć na Plenerze po pięciu latach nieobecności. Marianowi i Romkowi za ich udany boruszyński debiut. Lilce i Krzyśkowi dziękuję za możliwości jakie przed sobą postawiliśmy. Dominikowi dziękuję, że być może damy sobie kolejną szansę – jestem Ci bardzo wdzięczny za przyjazd i za to, że zostaliście z Kasią dłużej niż planowaliście. Kasi dziękuję za cenną umiejętność pobłażania i cierpliwość okazywaną w przeuroczy sposób. Szymonowi i Karolce dziękuję, że wpadli przejazdem i pokazali jak świetnie im się wiedzie.

Szczepanowi dziękuję, że nie jest podróżnikiem. Pawłowi za deklarację zorganizowania w przyszłym roku podróżniczego wieczorku poetyckiego. Marysi natomiast jestem wdzięczny za bezustanną otwartość i wylewną szczerość połączoną z wyrafinowanym dowcipem i klasowym humorem. Musze dziękuję za opanowanie i przywiązanie do kiełbasianych darczyńców oraz za to, że przybiega nawet gdy się jej nie woła. Producentowi rowerów marki Wigry3 dziękuję za wiekopomne doznania jakie zapewnił milionom użytkowników.

Pasikowej i Piotrowi jestem wdzięczny za pionierskie działania w zakresie rozprzestrzeniania wirusa wśród młodego pokolenia. Dziękuję Wam, że Kryspin, Zoja, Marianka, Tymon i Kacper przyjeżdżają z Wami do Boruszyna od lat. Kryspinowi dziękuję, że w tym roku zdecydował o samodzielnym powrocie do domu.

Agnieszce i Krzyśkowi dziękuję za świeżość i nową jakość plenerowania się, które wnieśli do Boruszyna swoim przybyciem – mam nadzieję, że to w Was boruszyński wirus wgryzł się najmocniej. Gratuluję Wam z całego serca!

Basi dziękuję za wianek. A Justynie za ściągnięcie chłopaków. Ptakowi, Piotrowi i chłopakom z Koszalina dziękuję za miłą niespodziankę i złożenie namiotów harcerskich, a Natalii za bezkonkurencyjny podarunek jaki mi sprawiła swym przyjazdem. Rafał, dzięki za bezkompromisowe pomaganie i za to co robisz z Lucjanem. Magdalenie i Joli dziękuję za wspomnienia i ciepłe słowa.

Zbyszkowi z Warszawy dziękuję za Rowerowe Jamboree i rozwijanie sztuki rozprzestrzeniania boruszyńskiego wirusa wśród młodszych i starszych. Zbyszkowi ze Szczecina dziękuję za kultywowanie tradycji boruszyńskich, opiekę i krytykę, a także za „przywiezienie” Gustawa. Gustawowi dziękuję za doskonałe oko i skupienie na twarzy. Joasi jestem wdzięczny za skromność i siłę jaką potrafi wyzwolić w słuchaczach, a także za podarki z Wilczej 25. Jakubowi dziękuję za ojcowskie rady i zrozumienie.

Kazimierzowi Nowakowi dziękuję za obecność i natchnienie.

Byćce dziękuję, że wytrzymała, a Krystynie, że jej w tym pomogła.

Na koniec chciałbym podziękować za wyrozumiałość tym wszystkim, których w wyniku działania wirusa boruszyńskiego nie wymieniłem powyżej.

Spotkajmy się ponownie w 2017 roku pomiędzy 11 a 15 sierpnia.

Do zobaczenia w Boruszynie.

Norbert Skrzyński


Fot. Katarzyna Boruta

0 comments on “Boruszyński wirus ma się doskonaleAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *