Boruszyn, droga i ja – 2014 – dogrywka!

Z ponad dziewięciomiesięcznym opóźnieniem (sic!), ale jednak… zbliżamy się do rozstrzygnięć w konkursie „Boruszyn, droga i ja – 2014„. Otrzymaliśmy sporo zgłoszeń, jednak duża część z nich nie spełniała podstawowych kryteriów konkursowych. Dlatego spośród prac tych Autorów, którzy najdokładniej wczytali się w zapisy regulaminu, publikujemy poniżej te, które uznaliśmy za najlepsze i najtrafniej przedstawiające zadany temat, czyli Boruszyn, drogę i ludzi w drodze z/do Boruszyna…

Przyznamy tylko jedną nagrodę – będzie to komplet sakw Crosso Dry 60l – autorzy pozostałych opublikowanych prac otrzymają książki. A jak konkurs rozstrzygniemy? Wy to zrobicie… 

Obejrzyjcie poniższe zdjęcia i fotoreportaże – zagłosujcie na dwa najlepsze (uwaga! można też oddać tylko jeden głos).

Ankieta znajduje się na dole strony. Głosowanie kończymy w południe, 6 lipca 2015 roku.


Tomasz Kuna – „Na skróty do Boruszyna”

To była niezwykła przygoda po drogach i bezdrożach  prowadzących z Koszalina do Boruszyna. Organizatorzy za punkt honoru wzięli sobie dojechanie do Boruszyna niemal w linii prostej, co oznaczało jednym słowem – skróty. A jak wyglądają skróty, każdy rowerzysta dobrze wie… nasza droga jakby z każdym pokonanym kilometrem stawała się ciekawsza, znaczy się cięższa… bywało że piachu było po ośki, a wody po kolana… zwiedziliśmy kilka pól, poznaliśmy kilka dróg na skrót, co ogólnie sprawiło, że sam dojazd do Boruszyna można będzie wpisać do grupy: wycieczki niezapomniane 🙂


Paulina Wojnar


Rafał Kos


Kajtek Gałęza


Bestia & Pasik

Nie było łatwo… teraz piszę z luzem… ale Bestia wielokrotnie wątpiła w swoje „dziecięce” siły. Wracałyśmy z dożynek w Połajewie… zmęczone, trochę mokre od deszczu. Zatroskana patrzyłam na mijające nas z dużą prędkością auta. Droga była prosta niczym kawałek Panamericany. Aby dziecko całkowicie nie opadło z sił… kombinowałam. Były więc akcje:
– zobacz zostaniesz kukurydzianą panienką… schowaj się w kukurydzy i znajdź drogę do mamy
– popatrz nad naszymi głowami pojawił się chmurowy pies
– ejjjj dlaczego chciałaś wjechać do rowu melioracyjnego???
– pośpiewajmy wymyślanki piosenkowe… drąc się ile sił w płucach (jadąc pod wiatr na rowerze) miałyśmy okazję poćwiczyć technikę śpiewo-krzyku, której uczyłyśmy się przez ostatnie tygodnie.
W tym czasie nad naszymi głowami rozgrywał się niesamowity spektakl, a głównymi aktorami były w nim chmury, wiatr i krople deszczu. Zdjęcia zrobione w drodze powrotnej do Boruszyna… przejechanych 14,5 km. Każda z dróg prowadzących nas już kolejny rok  do Boruszyna jest wyjątkowa…


Kamila Napora


Piotr Zarówny

Kazimierz Nowak (1897 – 1937) był polskim podróżnikiem, który już jako dziecko marzył o wyprawie do Afryki. Był również reporterem publikującym w prasie polskiej. Podróż do Afryki była nie tylko jego marzeniem ale również sposobem na utrzymanie rodziny poprzez pisanie artykułów do gazet polskich i zagranicznych. Podróżnik przebył całą drogę przez afrykański kontynent pieszo, pociągiem, rowerem, konno i czółnem. Razem czterdzieści tysięcy kilometrów!
Co roku w Boruszynie, skąd na swoją wyprawę do Afryki wyruszył Kazimierz Nowak, odbywa się plener podróżniczy, który inspirowany jest wyprawą wielkiego podróżnika. Przewodnią ideą imprezy są samotne podróże i rozmowy na temat tych niedocenionych, traktowanych często z lękiem wypraw. Dziennikarze rozmawiają z podróżnikami, a publiczność ma okazję przekonać się jakie są najważniejsze zalety samotnych podróży, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach i dlaczego warto podróżować w ogóle.

17wkdhbezimienni


Magda Banaszek


Zbych Gałęza

W tym roku, kolejny raz był Boruszyn, więc była DROGA i w tym wszystkim ja. Jako nadworny geograf w naszym składzie odpowiedzialny byłem za tych 5 liter, które jak się później okazało przez 250 km prowadziły nas na Plener. Zadanie z pozoru banalne, jest google, jest OSM i w końcu są tony papierowych map. Jest tylko małe urozmaicenie, pojawiają się dzieci. W tym momencie odpadają czerwone drogi krajowe, żółte wojewódzkie również zazwyczaj nie są brane pod uwagę jako miejsca przyjaznych przejażdżek. Zostają gminne, gruntowe, polne, leśne i jakie jeszcze wymyślili inżynierowie w toku ewolucji. Lecz z takimi drogami, jak z pogodą w Polsce, raz jest, raz jej nie ma. W tym przypadku chcieliśmy jak najszybciej opuścić krajówkę 94, bo wąsko, dziurawo i dużo pojazdów. Polna droga jakich wiele. Początkowo nawet kawałek szlaku rowerowego i wlepki z muszlą św. Jakuba wskazywały kierunek. Im dalej w pole, tym więcej trawy, aż w pewnym momencie zostaje tylko zaorane ściernisko. Kto jeździł ten wie, frajda jakich mało. Z przyczepką i sakwami, ubaw po pachy. Z założeniem, że nie lubimy się wracać i przekonaniem, że gdzieś musi być dalsza droga, brniemy dalej przez ściernisko ku uciesze, widocznego na obrazku, Kajtka.


Tomasz Kuna „W roześmianym towarzystwie”

Pomimo niezliczonej ilości piachu na drodze, która czasem nie przypominała drogi, kilku pękniętych dętek i olbrzymiej liczby zużytych trytytek do napraw wszelakich, morale drużyny zawsze było na wysokim poziomie, a uśmiech nigdy, no prawie nigdy nie schodził im z twarzy… i co najważniejsze, zawsze mieliśmy czas na głupoty, które były swoistym uatrakcyjnieniem rowerowej podróży do Boruszyna 🙂

Edit: Mieliśmy w tym miejscu wskazać miejscowości i IP, z których oddawane są „nieuczciwe” głosy, ale ostatecznie ograniczymy się tylko do zwrócenia uwagi, że ten konkurs ma być zabawą i sztuczne „nabijanie” wyników jest dziecinadą, kłócącą się z sensem tego konkursu 😀

[poll id=”3″]

1 comment on “Boruszyn, droga i ja – 2014 – dogrywka!Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *