Od blisko dziesięciu lat razem z grupą przyjaciół jeżdżę po świecie z projektem CzujCzuj skierowanym do rozmaitych grup wykluczonych. Pracuję z dzieciakami w domach dziecka, ośrodkach dla uchodźców, biednych dzielnicach. Rozmaite techniki jak np. teatrzyk cieni czy wspólnie kręcony film, są wyjściem do rozmowy o emocjach i przyjrzeniu im się. Razem z całą społecznością stawiamy również recyklingowe place zabaw, na których maluchy mogą się dalej rozwijać jak już wyjedziemy.
Najbardziej interesują nas nieliczne narody w wielkich krajach: Kurdowie, Romowie, Tatarzy, Łemkowie, Czeczeni, Mari El…
Pomysł by projekt skierowany był właśnie do nich wziął się ze zwykłej ciekawości. Bo o ich kulturze nie uczymy się w podręcznikach. Oni też zazwyczaj się o niej nie uczą. Nie jesteśmy w żaden sposób związani z polityką, ale interesuje nas wpływ sytuacji politycznej na poczucie własnej wartości i tożsamości. Fakt, że Czeczen ma w paszporcie napisane „Rosjanin” i to, że reszta świata utożsamia go z rosyjską kulturą może wpływać na to, jak siebie odbiera i jak się czuje.
Póki sama nie wystartowałam z projektem bardzo dużo podróżowałam, zaczepiając się o rozmaite wolontariaty, fundacje itp. Zauważyłam, że dużym problemem wszelkich akcji pomocowych jest podział na Dawców i Biorców. Czyli silnych i słabych. Jeżeli cały czas otrzymujesz pomoc, jeżeli twój kraj (albo twoja grupa etniczna) jest przedstawiana tylko przez pryzmat problemów i potrzeb, to może to odcisnąć piętno na twojej tożsamości. Rodzi się dysonans poznawczy – nikt nie chce siebie postrzegać jako słabego. W przypadku jednostki może to zaowocować próbą przeskoczenia tego schematu: „Ja wam jeszcze pokażę! Jeszcze to ja będę pomagał”. W przypadku grup częściej dochodzi do zrodzenia się przekonania, że „świat jest niesprawiedliwy”, „pomoc nam się należy, bo sami nie damy sobie rady” itd.
Dlatego nasz projekt opiera się na wymianie. W zamian za warsztaty jesteśmy goszczeni, zbieramy przepisy kulinarne i bajki.
Sama wymiana bez relacji byłaby jednak po prostu transakcją. Nie o to nam chodzi. Dlatego tak ważne są więzi, które powstają podczas warsztatów. Do większości miejsc wracamy po wielokroć. W niektórych miejscach czuję jakbym miała drugą rodzinę.
Od trzech lat w podróżach towarzyszy mi mój synek. Kiedy był w brzuchu okazało się, że jego imię dla Kurdów brzmi trochę jak słowo słoneczko w ich języku. Pierwszą Wielkanoc spędził na cmentarzu w Mołdawii (jak każe cygański zwyczaj). W Naddniestrzu cała wieś starała się zaradzić na jego kolkę. Potem razem przejechaliśmy Meksyk z teatrzykiem cieni. Przetańczyliśmy razem nie jedną noc na cygańskim weselu. W naszej ukochanej romskiej osadzie dostał nawet nowe imię.
Podczas prezentacji podzielę się refleksjami i zdjęciami zebranymi podczas projektu CzujCzuj oraz zastanowię jak te doświadczenia wpływają na małego Roszka.
Olga Ślepowrońska
Prelekcja rozpocznie się w niedzielę, 14 sierpnia, o godzinie 14:30.
Zaś w sobotę zapraszam małych i dużych na warsztaty z robienia lalek z torebek foliowych, techniki którą opracowałam wspólnie z paniami z ośrodka dla uchodźców z Syrii w Jordanii.

0 comments on “Olga Ślepowrońska, jej podróże i projekt CzujCzuj”Add yours →